<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Umiech!"> 
<author_1=Adolf Rudnicki>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1953">
<month="8">
<date=1953-08-23>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Wczyem si jednake nadal po miecie. Z nowszych ulic wracaem do starych uliczek, nie szerszych ni dwa, trzy metry, z drewnianymi balkonami, poamanymi dachami, z kutymi latarniami przytwierdzonymi do murw jak kinkiety; przypominay uliczki z woskich filmw. W muzeum tutejszym usyszaem rozmow dwch chopcw poruszajcych si cicho i niemiao wrd mebli i obrazw. Ogldajc sekretarzyk z napisem Ludwik XVI, jeden z nich szepn drugiemu: Popatrz, jak w Fanfanie Tulipanie.  Nie  odpar drugi  tam bya pietnastka.
Pomimo wysokich koligacyj, brudne uliczki nie przynosz zaszczytu Radzie Miejskiej. Na jednej z nich wrd ruin stoj dwie parki kolumn zczone arkadami, pozostao po dawnej bonicy, wywieraj wstrzsajce wraenie.
Minwszy plac pod Bukiem, gdzie ongi mieci si postj doroek konnych, ratujc si jak mogem przed utoniciem w marcowym bocie, znalazem si na placu budowy gdzie Polska Ludowa skadaa wspaniae dowody swej dzielnoci. Dla przybysza z Warszawy zesp blokw gotowych czy przygotowywanych domw nie zawiera jednak nic nowego, ale po uliczkach nadajcych si do filmu woskiego, ugruntowywa racj bytu naszego ycia.
Nasyciwszy si widokiem wielkiej budowy wracaem w stron placu. U wyjcia z zabudowa pod jedynym starym domem, ktry ocala, natknem si na osob, na ktr ju przedtem zwrciem by uwag. redniego wzrostu osoba ta moga liczy dwadziecia trzy, cztery lata. Wosy spite w wze w tyle gowy miay kolor pociemniaego zota, kolory twarzy osoby rwnie byy wyjtkowo szczliwie przemieszane ze sob, ywe i delikatne, czuo si pod nimi i si i uczucie. Jej niebieskie oczy nie byy ani za due ani za mae. Ubrana bya w granatow kurtk, w granatow spdnic, obuta w wysokie buty  idea na prowincjonalne bota.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
